...
blog



13.06.2012 :: 12:47 Link Komentuj (9) Sprawa rozwodowa moich rodziców. Nie śpię po nocach, takie mam koszmary...

Przyszło mi dorastać w rodzinie pełnej przemocy i alkoholu, rodzice zazwyczaj byli zapatrzeni w siebie i raczej kierowali się potrzebami własnym, zorientowani najbardziej na zaspakajanie własnych zachcianek i dążeń. Nie powiem, że się nie interesowali, miałam co jeść, miałam ubrania, i kilka niepowtarzalnych zabawek, ale wiem że zawsze mi czegoś brakowało, rodzice nie odrabiali ze mną lekcji, nie wychodzili na wspólne spacery, nie wychodzili razem do kościoła, nie wyjeżdżaliśmy na żadne wspólne wakacje, nie prowadziliśmy wspólnego życia po prostu. Więc tak jak już wspomniałam dużo było imprez i alkoholu, nie prawdą jest że Macocha zaczęła pić w trakcie tych imprez, uważam że gdyby nie chciała, nie piła by, a także gdyby chciała, libacjom alkoholowym postawiła by kres. Prawdą jest że pili wspólnie wraz ze swoimi gośćmi, jak i również prawdą jest że było to często i raczej nie odniosłam wrażenia by wtedy  komukolwiek to przeszkadzało. W domu pojawiała się również przemoc. Macocha jest osobą dość pretensjonalną, prowokującą, osobowość awanturnicza, posiadająca umiejętności manipulacyjne, ojciec wg mnie jest osobą słabą, wydaje mi się że jest naiwny, kłamliwy, uosobienie spokojne, jednak wyprowadzony z równowagi bywa wybuchowy, raczej wycofuje z się gdy pojawiają się poważne problemy. Zazwyczaj Macocha po pijaku atakowała dziwnymi pretensjami (lub pretensjami będącymi nie na miejscu w trakcie upojenia alkoholowego) pijanego ojca, często podnosiła głos, używała wulgaryzmów i słowami prowokowała do agresji, co za tym idzie agresja budzi agresję, a że przewaga sił musi być po tym jak macocha obrywała od ojca, przychodziła do mnie i wyładowywała swoje frustracje małżeńskie na mnie. Biła mnie po twarzy, wyrywała włosy, popychała, kopała, były momenty gdy mnie dusiła i groziła że mnie zabije... zdarzało się coś miała pod ręką, więc również używała, pamiętam że w jednym takim momencie, trzymałam w rekach piękną, starą maszynę do pisania, nie miałam jej gdzie odłożyć, była ciężka i szkoda mi było żeby coś jej się stało, zostałam zaatakowana i pobita taboretem... W sądzie zapytają mnie o zgłoszenie macochy na przymusowe leczenie, cóż, tak zrobiłam to, miarka się po prostu przebrała, oboje rodzice są alkoholikami, jednak to z macochą przyszło mi żyć pod jednym dachem, bo ojciec wolał wybrać bardziej wygodne życie z dala od domu, za granicą, żyć sobie w dostatku bez niepotrzebnych pretensji i problemów. Miałam dość ciągłego poniewierania, gdy pierwszy raz postawiłam się macosze, uderzyłam ją w twarz, wyrzuciłam ze swojego pokoju i powiedziałam dość, wiedziała że fizycznie mam przewagę i już nie może mnie bić, byłam atakowana więc psychicznie, poniżana, wyzywana, używała w stosunku do mnie wulgaryzmów, to był moment gdy uważałam że nastąpiło apogeum jej picia, byłam zastraszana odebraniem życia, poprzez uduszenie w nocy, odkręcenie gazu i spowodowanie wybuchu domu, w pewnym momencie rola ofiary się odwróciła i zaczęła mi grozić że sobie odbierze życie, powiesi się i napisze w liście że to moja wina, bym do końca życia nie mogła spokojnie spać i wiedziała co zrobiłam. Coraz gorszy stan i coraz większe upojenie alkoholowe Macochy doprowadzał, że gdy wracałam w domu macocha leżała naga w korytażu, często wyciągałam ją z różnych części domu i targałam do sypialni, nie panowała nad sobą, A ciągi alkoholowe były oraz dłuższe, w domu unosił się smród alkoholu i był niesamowity bałagan... miałam po prostu dość sprzątania, wietrzenia, zaczełam się brzydzić osobą macochy i całym domem, po prostu nie wytrzymałam dlatego zgłosiłam sprawę na Policję. Miałam nadzieje że może przymusowe leczenie sprawi że macocha przynajmniej przestanie pić. Macocha gdy nie piła była osobą spokojną ułożoną, dbającą o dom i porządek, Myślę że to Ona nauczyła mnie tak dobrze gotować i piec, a także dobrze wypełniać obowiązki domowe. Cóż z tego, że złożyłam stosowne zeznanie na Policji, potem było jeszcze gorzej, bo nie dość że nie wiele zrobili w tym kierunku, zostałam zastraszona pozwem cywilnym, to jeszcze zaczeła sie nade mną znęcać psychicznie, używała w stosunku do mnie tylko wulgaryzmów i odnosiła się do mnie z wyższością, poniżając mnie na każdym kroku i traktując jak śmiecia, uzasadniając swoją postawę tym iż jestem osobą niewdzięczna i nie zasługuje na szacunek. Całe moje życie byłam uświadamiana iż moja biologiczna matka była kobietą lekkich obyczajów i odeszła od ojca ponieważ jest on złym człowiekiem i również miewał kochanki a także bił Matkę. Macocha często zwracała się do mnie określając mnie bachorem lub bękartem. Nie miałam w tamtym czasie chwilowo pracy, więc nie wolno mi było uzywać z prądu, wody ani cokolwiek zjeść w domu, bo to nie było moje, nie ja sobie kupiłam, moje przebywanie w domu ograniczało się do spania, w miarę możliwości wspierali mnie dzadkowie, nie mówiłam im co prawda do końca wszystkiego, gdyż uważałam że w życiu już zbyt wiele się nasłuchali i nie potrzeba im tylu nerwów na przysłowiową starość, jednak zawsze mogłam pójść wykąpać się, czy też zjeść coś... Prawdą jest że się nie wyprowadziłąm z domu, a po prostu uciekłam, zresztą ucieczki w domu mam opanowane do perfekcji, pierwszy raz uciekłam z domu mając sześć lat, potem w białym tygodniu drugiej klasie, Wtedy nadarzyła się dojrzała okazja więc z niej skożystałam. Uciekłam nie tylko dlatego że nie mogłam dłużej wytrzymać takiej sytuacji, ale uciekłam bo stwierdziłam ze stać mnie na to by dać sobie szanse na lepsze po prostu normalne życie. Uciekłam przed ciągłym poniżaniem macochy, tą nieustającą nieobecnością ojca i obojętnością rodziny, bo mimo tego, że wielokrotnie zwracałam się o pomoc nikt nie zechciał mi pomóc. Najlepiej było udawać że nic się nie dzieje i nie ma się zielonego pojęcia o tym co się dzieje. Najgorsze co mnie spotkało ze strony najbliższej rodziny to obojętność a nawet poczułam się w pewien sposób odtrącona, za to że znalazłam w sobie odwagę by mówić głośno źle o rodzicach i wytykać wszystkim błedy i brak chęci do pomocy. Poza domem rodzinnym mieszkam ponad dwa i pół roku, nikt z mojej rodziny, oprócz ciągle wspierającej mnie cioci,  nie wie gdzie mieszkam, rodzice nigdy się bardziej nie zainteresowali jak mieszkam, jakie są moje warunki mieszkalne, czy daje sobie radę finansowo. Zawsze ważne były problemy w ich związku, a szczególnie brak pieniędzy oraz wciąż rosnące długi, za które odpowiedzialnością zaczęto obarczać mnie. Cóż, zapewne wszyscy się zastanawiają gdzie w tej całej historii jest mój ojciec? Ojciec zazwyczaj spał pijany, albo wychodził z kolegami, później po prostu wyprowadził się za granicę gdzie mieszka do dziś. Kocham mojego ojca, bo jest jedyną najbliższą mi rodziną i zawsze pokładam w nim nadzieje że nie odwróci się ode mnie, że jeszcze odnajdę u niego akceptację i bezpieczeństwo, jednak ojciec wiele razy mnie okłamał, oszukał i rozczarował, jest osobą nieodpowiedzialną i przysparza mi wielu problemów, nie myśli o mojej przyszłości, a często wydaje mi się że w ogóle nie myśli o tym że w życiu przyszło mu mieć dzieci i na dzień dzisiejszy oprócz róznych wspomnień zostawia mi lawinę swoich długów. Myślę że rodzicom zawdzięczam fascynację prawem karnym jak i niesamowitą pasję naukową na wszelkie tematy dotyczące rodziny dysfunkcyjnej. Rodzicom zawdzięczam również niemal ciągły niepokój wewnętrzny, zagubienie, bardzo niską samoocenę i tendencję do stanów zbliżonych do depresji. Mimo, iż mam 26 lat, jestem w na prawdę udanym i spokojnym związku od 5lat, mam wewnętrzną niechęć do instytucji małżeństwa i ogromny strach przed założeniem własnej rodziny. Myślę że fakt iż zdecydowałam się na studia, a także poznanie mojego obecnego chłopaka to najlepsze co mnie w życiu mogło spotkać, przez ostatnie lata stałam się osobą wyciszoną i choć trochę spokojniejszą, a także dzieki nauce mogłam zrozumieć siebie, swoje postępowanie, a także to że postawa moich rodziców w całym moim dotychczasowym życiu była złe i nie jest to spowodowane moją winą. Uważam iż moi rodzice jeśli posiadają w sobie jeszcze jakieś resztki rozumu i ostatnie pokłady godności powinni zaprzestań działań sądowych na jednej sprawie, polecam zgłoszenie się do poradni psychologicznej lub małżeńskiej, chociaż moim zdaniem małżenstwa o tak wielkiej sile niszczącej nie da się już uratować, a nawet byłoby to nie wskazane. Polecam skierowanie się do instytucji mediatora sądowego, gdyż uważam że można rozwód przeprowadzić polubownie, i przysłowiowo się dogadać. Mam nadzieję że kiedyś moi rodzice zauważą że zniszczyli nie tylko swoje najpiękniejsza lata życia, swój związek a z małżeństwa uczynili kpinę, ale zniszczyli również moje wspomnienia z dzieciństwa i w pewnym stopniu moją osobowość. Gdyby nie fakt że obiecałam dziadziowi że zaopiekuje się pewnego dnia o dom rodzinny z chęcią wyprowadziłabym się nawet na Antarktydę i zamieszkała w iglo by nie mieć kontaktu z rodzicami i więcej w życiu nie słyszeć o ich problemach, nie płakać i nie rozczarowywać się po raz kolejny.

06.05.2012 :: 11:08 Link Komentuj (4) Natchnęła mnie Suna do małego powrotu.
Cóż, no wróciłam, na stałe wróciłam, tam mi było może lżej, ale jednak brakowało mi czegoś... A raczej Kogoś.
Są  w życiu rzeczy ważne i ważniejsze. Uważam że mimo wszystko podjęłam dobrą decyzję i wybrałam coś co jest dla mnie najważniejsze.
Uważam, że ostatnie decyzje, większość tych decyzji była dobra, zgodna ze mną, widziałam - poznałam - zwiedziłam.
Teraz trzeba powrócić do szarego życia, znaleźć pracę, powalczyć o to żeby nie stać w miejscu tylko ruszyć przed siebie. 
Kupiliśmy wczoraj nowe łóżko, wielkie łóżko. M powiedział że wreszcie zrobię sobie tę sypialnię marzeń.
Do wszystkiego co mam dzisiaj doszłam sama, z pomocą dobrego duszka obok mnie, swoją ciężką pracą i maleńkim uśmiechem losu.
Wciąż uważam, że najlepszą decyzją było wyprowadzenie się z domu, ukrycie się w tym niewielkim mieście gdzieś na jego obrzeżach. Nie poddałam się, nie uciekłam... ja się na chwilę schowałam. Moi oprawcy mogą jedynie drżeć o swoją przyszłość, bo ja zbieram siłę i moc, szykuję się do wojny, kiedyś wyjdę z ukrycia i upomnę się o wszystko co moje i wypomnę wszystko co złe... a ta chwila powoli nadchodzi.

15.04.2012 :: 12:52 Link Komentuj (1) Cóż, wracam, a raczej wróciłam.

Dochodzi nagle do takiej sytuacji, że przeglądasz numery w swojej komórce i... okazuje się że nie masz do kogo zadzwonić.

Pół roku i nie ma nikogo.

29.01.2012 :: 13:25 Link Komentuj (4)

Jeśli można się w życiu zgubić, to ja własnie to zrobiłam.
Jeśli można się gubić raz za razem, to ja straciłam rachubę który to już raz.
Po prostu znowu stoję w martwym punkcie i właściwie nie wiem co mam dalej zrobić.
Być może popadam w jakąś depresję, nie wiem, nie jestem w stanie tego jakoś określić. Ani mojego miejsca położenia, ani tego wyjaśnić co ja właściwie tu jeszcze robię.

Nie wiem nic, czuje ogromniastą pustkę w środku,
.
M nadal unika kłopotliwych tematów ze mną, straszliwie mnie to drazni, bo potrzebuje go, potrzebuje żeby kurwa cokolwiek mi powiedział, raczej coś innego w stylu, "świat się nie kończy na Tobie".
Jeśli tak wygląda droga ku końcowi, to ja jestem chyba w jakiejś połowie tej trasy.
W połowię ku upadkowi wszystkiego.
Brak mi sił.
Co robić i skad wiedzieć co dalej będzie?


26.01.2012 :: 23:06 Link Komentuj (6)



Co się ze mną dzieje?
Co się dzieje z Miłością gdy nagle masz takie dziwne myśli?

Nagle zaczęłam myśleć że M brakuje tylu cech, że nie jest asertywny,  nie ma własnego zdania, nie potrafi mnie wspierać, gdy mam zły dzień i staram się z nim rozmawiać ucieka, nie ma go, nie potrafię go znaleźć, nie mam z kim pogadać. Czuje się samotna i czuje się zawiedziona. Mój własny mężczyzna z którym powinnam chcieć spędzić resztę życia zawodzi mnie i rozczarowuje z każdym dniem coraz bardziej. Nagle czuje jakbym go właściwie nie znała i tak jakbym wcale nie chciała z nim spędzić reszty życia.
Nie wiem czy będzie w stanie dać mi szczęście, zapewnić spokój i porządek, harmonie i ciepło domowego ogniska.
A może oboje nie dorośliśmy do dalszego planowania życia razem.
Nie wiem kto w tym związku nosi przysłowiowe spodnie.

A może to ja powinnam się zacząć zastanawiać nad sobą?
Może to ja mam ze sobą problem.

12.01.2012 :: 23:20 Link Komentuj (3)



By nakreślić Wam moją obecną sytuacje przytoczę najlepiej wiadomość, którą zostawiłam pewnemu osobnikowi którego zwę "Guru":

Witam, 
dziwne we mnie jest to że jednego dnia wydaje mi się iż, cały świat sprzeciwił się przeciwko mnie i wszystko wali mi się na głowę, a zaraz drugiego dnia, po kilku godzinach ciężkiej nocy, pełnej ciemnych myśli w poszukiwaniu jakiegoś wyjścia, kilku godzinach jeszcze cięższego snu wydaje mi się że przecież jest tyle rozwiązań. Czasami trzeba coś poświęcać na rzecz czegoś innego, być może zrezygnuje ze studiów na kolejny rok, być może znajdę i na to jakieś rozwiązanie, być może M zjedzie tutaj, zaraz z początkiem lutego, powoli będziemy próbowali się jakoś ustawić i zarabiać pieniądze, myślę że będzie nas stać na to by odkładać jakieś pieniądze, nie wiem ile, nie wiem jak, ale chcielibyśmy coś odłożyć, trochę zarobić i kupić mieszkanie własne, nie potrzeba nam wiele, wystarczy dwa pokoje na dobry początek ale swoje. Kiedyś może moi rodzice, wszyscy pójdą po rozum do głowy, kiedyś gdy dotrze do nich że stracili wszystko co mogli stracić, siebie, mnie i całe dobro jakie mogli zrobić. Dzisiaj wiem tylko jedno, że nie chcę od nich na prawdę nic, nie chcę żadnej łaski, żadnych rad, nic. Nie potrzebuje ich, ani ich zainteresowania, czy też tego na czym wciąż mi wiele lat zależało... tego że powiedzą mi że są ze mnie dumni, że podejmuje dobre decyzje. Masz racje, zawsze zależało mi na akceptacji, na tym byś Ty również mi mówił że tak, Twoja decyzja jest dobra. Jestem niedowartościowana, dlatego czasami nie potrafię się zdecydować i czekam aż ktoś powie mi co robić. ale mam dość tego gadania wszystkich ze to jest mój dom, i powinnam o niego walczyć. Nie mam zamiaru zniżać się do poziomu moich rodziców i kawałka mojej rodziny która o ten dom się kłóci. Poradzę sobie, bo wiem że nie jestem sama. Wiem że jakoś to się ułoży, trochę stracimy lat, będzie czasami ciężko, ale dojdziemy do tego.
Znowu się rozpisałam. M zabronił mi kontaktowania się z rodzicami i zalecił zmianę numeru. Powiedział że po każdej rozmowie jestem tak wytrącona z równowagi i w ogóle nie poznaje mnie, że chyba czas najwyższy przestać wierzyć w coś co nigdy nie nadejdzie.
Czas dorosnąć
CZAS DOROSNĄĆ
Aha, i nie oczekuje że napiszesz mi że jesteś ze mnie dumny czy jakieś bravo. Nie oczekuje już od nikogo niczego, stać mnie na zbyt wiele i się nie zatrzymam. 
Powoli dojdziemy do wszystkiego.
:)





08.01.2012 :: 14:30 Link Komentuj (4)




Od czasu do czasu miewam takie dni kiedy mam ochotę pewnym ludziom powiedzieć o czymś. Komu? Mojej rodzinie z którą kontakt jest ograniczony do krótkich maili, kartek z życzeniami, pozdrowień od czasu do czasu i sama nie wiem o czym, chyba o udawanym wszech i wobec wszystko w porządku. Łapię się wtedy na tym jak mało ufam ludziom, a własna rodzina mnie przeraża.
Wkurwia mnie to.



03.01.2012 :: 22:26 Link Komentuj (2)


Nowy rok, pełno nowych planów.
Mam nadzieję że choć szczyptę z nich uda się spełnić :)

08.12.2011 :: 22:43 Link Komentuj (4)


"I wtedy zrozumiałam. Rozwiązałam jedną z życiowych tajemnic. Już wiem, dlaczego czas nigdy nie idzie do tyłu i dlaczego Bóg,kimkolwiek jest nigdy nie cofnął zegara. ponieważ każdy człowiek wróciłby do zupełnie innej chwili. Przypuszczalnie w historii ludzkiego istnienia nigdy więcej niż jeden człowiek nie był szczęśliwy w tej samej sekundzie. Za każdym razem , gdy ktoś się rodz, ktoś inny umierał. Każdemu pocałunkowi odpowiadało uderzenie i za każdy moment skradzionej przyjemności ktoś inny cierpiał z powodu zdrady. Nie ma najlepszej wspólnej chwili. Dlatego czas mknie do przodu a my samoczemy się, szukając jakiegoś małego momentu, który można by zapamiętać.Co, oczywiście, nie znaczy, że nie możemy szukać ukojenia w przeszłości, w marzeniach i pragnieniach"




19.11.2011 :: 11:23 Link Komentuj (3)


U mnie tak jakby lepiej.
Mam poturbowanego palucha wskazującego prawej ręki, jak to się ze mnie śmieją, zamknęłam drzwi po "hamerykańsku" czyli z palcem w drzwiach.
Poza tym podrapane ręce i... chyba czuje wszystkie możliwe mięśnie na mapie ciała.
Mam pracę, ale dwa dni dało mi w... ciało :D
W ciągu dwóch tygodni w ostatniej pracy schudłam 5kilo, ciekawa jestem ile mi tutaj w tym hardkorze zejdzie :D
Jak tak dalej pójdzie za tydzień będę wyglądać jak "Robert Burnejka" :D
Ale ogólnie jest w porządku, przerzucam pudła z jednej palety na drugą i bywa zabawnie.
Byleby robota była i kasa leciała jakaś, dam radę, bo co?
Bo ja bym rady niby nie dała?

Święta już niebawem, wrócę na małe wakacje do domu.
No jest kilka rzeczy które muszę przemyśleć jeszcze i przegadać, bo chyba niebawem nie będę mieć znowu gdzie mieszkać.


coś trzeba postanowić...




16.11.2011 :: 18:58 Link Komentuj (2)


Jakaś masakra. 
Jedna wielka denna masakra.
Po co ja wracałam do tej pieprzonej Anglii? 
Po co w ogóle wyjeżdżałam?
Tak źle to chyba jeszcze chyba nie było, dzisiaj przechodzę jakieś apogeum złego myślenia i w ogóle całej kurwości jaką w sobie mam.
Wróciłam, pracy nie mogę znowu znaleźć, zastanawiam się czy cały ten pomysł z wyjazdem, był w ogóle jakimś szalenie durnym wymysłem czy jak to w ogóle nazwać?
Ja to chyba lubię unieszczęśliwiać siebie i komplikować sobie życie.





14.11.2011 :: 10:06 Link Komentuj (1)
Ostatni tydzień gdzieś się wymazał chyba całkiem z mojej pamięci. 
Nie wiem dokładnie jaka to była czasoprzestrzeń, 
nie pamiętam gdzie właściwie byłam i o której godzinie, 
Kogo na prawdę spotkałam a kto mi się tylko wydawał,
jakby czas się zatrzymał, a mimo to biegł jak szalony wciąż do przodu. 
Noc zlewała się z dniem,
i nie wiele tych dziwnych nocy przespanych,
wciąż tylko wiercenie się w ciemnej ciszy
i przekręcanie się z boku na bok.
"Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny..."

Mama Pana M umarła.
Szybka łapanka samolotu, 
potem przez pół Polski do domu samochodem.
Tak minął mi tydzień w Polsce.
To był ciężki tydzień.
A teraz siedzę sobie na sofie znowu w Anglii
 i zastanawiam się co ja właściwie nadal tutaj robię?
Jestem zamknięta, czuje się osaczona, jest mi coraz gorzej.
Muszę wytrzymać...

05.11.2011 :: 23:26 Link Komentuj (2)
Tęsknie cholernie za Tobą, 
brakuje mi Ciebie obok, 
brakuje mi tych naszych wieczorów przed tv, 
wspólnych kolacyjek, 
zakupów, 
śmiesznych chwil razem.
Twoich ciepłych plecków... 
Kurcze, 
tak bardzo Cię kocham, 
po co ja wyjeżdżałam?

20.10.2011 :: 22:32 Link Komentuj (5)
Cóż pierwszą chwilę załamania mam.
No cóż...
też może bym się dziwnie czuła gdyby nagle mój spokój i domową harmonię nagle nadwyrężył ktoś obcy.
sama nie wiem, nadal nie mam pracy a to po prostu wkurwia, męczy mnie i chyba również moich współ domowników. Chciałabym pójść zarabiać pieniądze, dokładać się do życia...
Zaczynam pękać, jak skorupka jajka... 
 Postaram się trzymać.
postaram...

19.10.2011 :: 12:09 Link Komentuj (1)
Cóż, siedzę od trzech dni w Anglii, jest miło i przyjemnie pomijając fakt że jestem chora.
Katar i lekkie przeziębienie jakie mnie dopadło jest dla mnie ogólnym szokiem, ponieważ rzadko choruje, jednak panująca tutaj wilgoć i chyba zmiana ciśnienia jak i ogólnie klimatu nadwyrężyła mój układ odpornościowy. 
Mam nadzieję że szybko minie... 
Chciałabym.
2 dni chodzenia za pracą póki co okazują się bezsensowne, zapisałam się do agencji już w pierwszych dniu pobytu, jednak wiecie jak jest (jeśli wiecie).
Na razie moja aktywność w Anglii ogranicza się do zajmowania domem moich przyjaciół, 
gotowaniu obiadków dla nich póki nie wrócą z pracy i kichania przed telewizorem...
czekam na telefon z agencji czy znajdą mi jakaś pracę.
Trochę się boję, jak to ogólnie będzie, czy szybko się coś znajdzie, czy dam radę...

Jednak nie dać rady
nie leży w mojej naturze...




O mnie

Archiwum

%rok
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
%rok
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
%rok
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
%rok
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
%rok
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
%rok
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
%rok
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
%rok
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień