W ostatnich dniach udało mi się obejść, albo i rozwiązać dosyć poważny problem w pracy. Może nawet zapobiegłam w pewien sposób moje odejście w wielkiej niesławie. Napiszę wam kiedyś gdy będę mieć więcej natchnienia. 
Cóż, w ostatnich dniach czuje się tak jakbym prowadziła ogromną grupę wsparcia. Najgorsze w tym wszytskim jest to że Wy moje Panie jestescie fantastycznymi młodymi Kobietkami przed którym szmat życia! Głowy do góry i z dumą trzeba zdobywać świat.

Suna...
Nie mam okazji by czytać Twoje archiwum, jednak w chwili obecnej to co jest dostepne wydaje mi pewien mały obraz na Twój temat, mogę się oczywiście mylić, to po prostu moje zdanie. Czasami jak czytam jakieś zdanie czuje jakbym przeszła jakieś deja vu, być może kilka lat temu sama bym je tak napisała. Unikałam ludzi, tych których nie znałam, zazwyczaj prowadziłam powieszchowne znajomości, bo bałam się że gdy ktoś pozna mnie lepiej wystraszy się i ucieknie. O ironio losu byłam dosyć lubianą osobą, radosną z poczuciem humoru... Z Panem M...nie chciałam Go, a może po prostu się bałam, że można jeszcze mnie zranić lub że ktoś może poznać mnie ze strony wrazliwej... a może bałam się że gdy zdobędzie moje zaufanie skerzywdzi mnie lub co gorsze prędzej czy później ja zrobię krzywdę jemu. Cóż, jakoś to wyszło...
Wracając do Twoich sukcesów... nie wszytskie sukcesy da się pokazać, wyjaścić opisać, może nie zawsze sukcesem jest praca, mieszkanie czy jakieś inne osiągnięcia materialne?
Czy posiadanie przyjaciela nie będzie sukcesem? czy poznanie ludzi z którymi można zawsze gdzieś wyjść, świetnie się bawic i świetnie porozumiewać też nie będzie sukcesem? Czy fakt że się jest w tym miejscu w którym się dzisiaj stoi nie będzie pewnego rodzaju sukcesem? A nasza sfera duchowa? Fakt że posiadamy takie a nie inne wartości życiowe, takie myśli, wrażliwość na drugiego człowieka nie czyni nas kimś wyjątkowym i nie jest pewnego radzaju sukcesem? A życie? Czy życie samo w sobie nie jest ogromnym sukcesem?

Miałam zajebistą wenę twórczą dla kazdej dziewczynki i strona mi wygasła... pozostało tylko tyle...
Tak więc Paroksetynka, Fati i Kornelie musi poczekać, może wieczorem wróci....



Komentarze:
29.09.2011, 18:15 :: ownlog.com

suna

Jej... czyli jesteście razem, mimo, że się wtedy bałaś? Nawet nie wiesz jaki to budzi we mnie podziw! Ja tak nie umiałam.

Haha, dzięki za te klapsy i za tę fascynację xD ale owszem, są TACY ludzie... a przynajmniej jeden! tylko nie wypada mi się spierać :)
28.09.2011, 08:21 :: ownlog.com

suna

A... telefon był do pracy :) a zaszczytnym mianem prochów określam swoje leki, nic więcej, tak że spokojna głowa. A w ogóle to jak twoje przygotowania?
28.09.2011, 08:18 :: ownlog.com

suna

Aj... przez chwilę i ja miałam deja vu, wiesz? Parę lat temu i ja prowadziłam jakby taką "grupę wsparcia". A konkretnie to miałam grono przyjaciół, z którymi rozmawiałam, ale głównie o ich problemach. Tak jakoś było, że jak zaczynałam mówić o sobie to mnie coś blokowało i nie mogłam dalej, chyba uważałam swoje sprawy za niegodne marnowania czasu innych. A najlepsze było to, że mało kto z nich zdawał sobie z tego sprawę, raz jedna przyjaciółka się zdziwiła, że "przecież nic o mnie nie wie". A mnie nigdy nawet nie przyszło do głowy, że to może być powierzchowna znajomość, haha. A co do Pana... żałowałaś potem? Zresztą... głupie pytanie.

Co do tych sukcesów... naprawdę mi wstyd, bo tak to ładnie napisałaś, starałaś się i w ogóle, a ja i tak dalej myślę swoje. Bo widzisz, swoją przyszłość widzę dosyć czarno - że moje lęki doprowadzą mnie w końcu pod most i tam sobie spokojnie zdechnę, o ile wcześniej nie zdecyduję się na bardziej honorową śmierć - ale pewnie nie powinnam tak pisać. W końcu mam rodzeństwo, które mnie raczej kocha, ale przecież nie mogę na nich polegać. Swoje życie natomiast uważam za zwyczajny błąd, pomyłkę. W ogóle nie powinnam była się rodzić - dość powiedzieć, że urodziłam się sporo już czasu po rozwodzie rodziców (stąd wniosek, że pewnie zrobili mnie po pijaku), następnie mama nie chciała się zgodzić na aborcję, no a przy porodzie też były problemy. Możnaby pomyśleć, że los tak się starał bym nie przyszła na świat, i mu nie wyszło. W rodzinie mojej mamy jest sporo przypadków chorób psychicznych, mojej mamie też się dostało, a co za tym idzie - że ja mam dziesieciokrotnie większą szansę na zachorowanie niż normalni ludzie. Mogłabym tak pisać do południa, ale już chyba jest tego dość by stwierdzić, że lepiej by było gdyby mnie tu nie było (i mogłabyś swoją wenę twórczą skierować od razu na inne prawdziwie wspaniałe panienki!)
27.09.2011, 23:04 :: 89.76.219.53

kornelie

szklanka do połowy pełna to już duży krok do sukcesu. pozytywne myślenie potrafi nam czasem bardzo wiele wynagrodzić. i trzymaj się tego. a chociaż wydajesz się być silną babką, to w tej sile trwaj :)
27.09.2011, 20:53 :: 85.193.236.190

o

Chciałbym zauważyć, że również jesteś fantastyczną MŁODĄ Kobietką przed którą szmat życia. Nie to co ja, dinozaur ;pp
26.09.2011, 23:11 :: 89.76.219.53

kornelie

masz rację, wrażliwość to piękna cecha, jednak jej nadmiar w moim przypadku to największe przekleństwo.
26.09.2011, 17:05 :: 89.76.219.53

kornelie

mądrze piszesz, ale wszystko zależy od punktu, z którego na to patrzymy. masz rację, życie to największy sukces, a wrażliwość... jeżeli to sukces, z chęcią oddam chociaż połowę :)
ownlog.com :: Wróć