Sprawa rozwodowa moich rodziców. Nie śpię po nocach, takie mam koszmary...

Przyszło mi dorastać w rodzinie pełnej przemocy i alkoholu, rodzice zazwyczaj byli zapatrzeni w siebie i raczej kierowali się potrzebami własnym, zorientowani najbardziej na zaspakajanie własnych zachcianek i dążeń. Nie powiem, że się nie interesowali, miałam co jeść, miałam ubrania, i kilka niepowtarzalnych zabawek, ale wiem że zawsze mi czegoś brakowało, rodzice nie odrabiali ze mną lekcji, nie wychodzili na wspólne spacery, nie wychodzili razem do kościoła, nie wyjeżdżaliśmy na żadne wspólne wakacje, nie prowadziliśmy wspólnego życia po prostu. Więc tak jak już wspomniałam dużo było imprez i alkoholu, nie prawdą jest że Macocha zaczęła pić w trakcie tych imprez, uważam że gdyby nie chciała, nie piła by, a także gdyby chciała, libacjom alkoholowym postawiła by kres. Prawdą jest że pili wspólnie wraz ze swoimi gośćmi, jak i również prawdą jest że było to często i raczej nie odniosłam wrażenia by wtedy  komukolwiek to przeszkadzało. W domu pojawiała się również przemoc. Macocha jest osobą dość pretensjonalną, prowokującą, osobowość awanturnicza, posiadająca umiejętności manipulacyjne, ojciec wg mnie jest osobą słabą, wydaje mi się że jest naiwny, kłamliwy, uosobienie spokojne, jednak wyprowadzony z równowagi bywa wybuchowy, raczej wycofuje z się gdy pojawiają się poważne problemy. Zazwyczaj Macocha po pijaku atakowała dziwnymi pretensjami (lub pretensjami będącymi nie na miejscu w trakcie upojenia alkoholowego) pijanego ojca, często podnosiła głos, używała wulgaryzmów i słowami prowokowała do agresji, co za tym idzie agresja budzi agresję, a że przewaga sił musi być po tym jak macocha obrywała od ojca, przychodziła do mnie i wyładowywała swoje frustracje małżeńskie na mnie. Biła mnie po twarzy, wyrywała włosy, popychała, kopała, były momenty gdy mnie dusiła i groziła że mnie zabije... zdarzało się coś miała pod ręką, więc również używała, pamiętam że w jednym takim momencie, trzymałam w rekach piękną, starą maszynę do pisania, nie miałam jej gdzie odłożyć, była ciężka i szkoda mi było żeby coś jej się stało, zostałam zaatakowana i pobita taboretem... W sądzie zapytają mnie o zgłoszenie macochy na przymusowe leczenie, cóż, tak zrobiłam to, miarka się po prostu przebrała, oboje rodzice są alkoholikami, jednak to z macochą przyszło mi żyć pod jednym dachem, bo ojciec wolał wybrać bardziej wygodne życie z dala od domu, za granicą, żyć sobie w dostatku bez niepotrzebnych pretensji i problemów. Miałam dość ciągłego poniewierania, gdy pierwszy raz postawiłam się macosze, uderzyłam ją w twarz, wyrzuciłam ze swojego pokoju i powiedziałam dość, wiedziała że fizycznie mam przewagę i już nie może mnie bić, byłam atakowana więc psychicznie, poniżana, wyzywana, używała w stosunku do mnie wulgaryzmów, to był moment gdy uważałam że nastąpiło apogeum jej picia, byłam zastraszana odebraniem życia, poprzez uduszenie w nocy, odkręcenie gazu i spowodowanie wybuchu domu, w pewnym momencie rola ofiary się odwróciła i zaczęła mi grozić że sobie odbierze życie, powiesi się i napisze w liście że to moja wina, bym do końca życia nie mogła spokojnie spać i wiedziała co zrobiłam. Coraz gorszy stan i coraz większe upojenie alkoholowe Macochy doprowadzał, że gdy wracałam w domu macocha leżała naga w korytażu, często wyciągałam ją z różnych części domu i targałam do sypialni, nie panowała nad sobą, A ciągi alkoholowe były oraz dłuższe, w domu unosił się smród alkoholu i był niesamowity bałagan... miałam po prostu dość sprzątania, wietrzenia, zaczełam się brzydzić osobą macochy i całym domem, po prostu nie wytrzymałam dlatego zgłosiłam sprawę na Policję. Miałam nadzieje że może przymusowe leczenie sprawi że macocha przynajmniej przestanie pić. Macocha gdy nie piła była osobą spokojną ułożoną, dbającą o dom i porządek, Myślę że to Ona nauczyła mnie tak dobrze gotować i piec, a także dobrze wypełniać obowiązki domowe. Cóż z tego, że złożyłam stosowne zeznanie na Policji, potem było jeszcze gorzej, bo nie dość że nie wiele zrobili w tym kierunku, zostałam zastraszona pozwem cywilnym, to jeszcze zaczeła sie nade mną znęcać psychicznie, używała w stosunku do mnie tylko wulgaryzmów i odnosiła się do mnie z wyższością, poniżając mnie na każdym kroku i traktując jak śmiecia, uzasadniając swoją postawę tym iż jestem osobą niewdzięczna i nie zasługuje na szacunek. Całe moje życie byłam uświadamiana iż moja biologiczna matka była kobietą lekkich obyczajów i odeszła od ojca ponieważ jest on złym człowiekiem i również miewał kochanki a także bił Matkę. Macocha często zwracała się do mnie określając mnie bachorem lub bękartem. Nie miałam w tamtym czasie chwilowo pracy, więc nie wolno mi było uzywać z prądu, wody ani cokolwiek zjeść w domu, bo to nie było moje, nie ja sobie kupiłam, moje przebywanie w domu ograniczało się do spania, w miarę możliwości wspierali mnie dzadkowie, nie mówiłam im co prawda do końca wszystkiego, gdyż uważałam że w życiu już zbyt wiele się nasłuchali i nie potrzeba im tylu nerwów na przysłowiową starość, jednak zawsze mogłam pójść wykąpać się, czy też zjeść coś... Prawdą jest że się nie wyprowadziłąm z domu, a po prostu uciekłam, zresztą ucieczki w domu mam opanowane do perfekcji, pierwszy raz uciekłam z domu mając sześć lat, potem w białym tygodniu drugiej klasie, Wtedy nadarzyła się dojrzała okazja więc z niej skożystałam. Uciekłam nie tylko dlatego że nie mogłam dłużej wytrzymać takiej sytuacji, ale uciekłam bo stwierdziłam ze stać mnie na to by dać sobie szanse na lepsze po prostu normalne życie. Uciekłam przed ciągłym poniżaniem macochy, tą nieustającą nieobecnością ojca i obojętnością rodziny, bo mimo tego, że wielokrotnie zwracałam się o pomoc nikt nie zechciał mi pomóc. Najlepiej było udawać że nic się nie dzieje i nie ma się zielonego pojęcia o tym co się dzieje. Najgorsze co mnie spotkało ze strony najbliższej rodziny to obojętność a nawet poczułam się w pewien sposób odtrącona, za to że znalazłam w sobie odwagę by mówić głośno źle o rodzicach i wytykać wszystkim błedy i brak chęci do pomocy. Poza domem rodzinnym mieszkam ponad dwa i pół roku, nikt z mojej rodziny, oprócz ciągle wspierającej mnie cioci,  nie wie gdzie mieszkam, rodzice nigdy się bardziej nie zainteresowali jak mieszkam, jakie są moje warunki mieszkalne, czy daje sobie radę finansowo. Zawsze ważne były problemy w ich związku, a szczególnie brak pieniędzy oraz wciąż rosnące długi, za które odpowiedzialnością zaczęto obarczać mnie. Cóż, zapewne wszyscy się zastanawiają gdzie w tej całej historii jest mój ojciec? Ojciec zazwyczaj spał pijany, albo wychodził z kolegami, później po prostu wyprowadził się za granicę gdzie mieszka do dziś. Kocham mojego ojca, bo jest jedyną najbliższą mi rodziną i zawsze pokładam w nim nadzieje że nie odwróci się ode mnie, że jeszcze odnajdę u niego akceptację i bezpieczeństwo, jednak ojciec wiele razy mnie okłamał, oszukał i rozczarował, jest osobą nieodpowiedzialną i przysparza mi wielu problemów, nie myśli o mojej przyszłości, a często wydaje mi się że w ogóle nie myśli o tym że w życiu przyszło mu mieć dzieci i na dzień dzisiejszy oprócz róznych wspomnień zostawia mi lawinę swoich długów. Myślę że rodzicom zawdzięczam fascynację prawem karnym jak i niesamowitą pasję naukową na wszelkie tematy dotyczące rodziny dysfunkcyjnej. Rodzicom zawdzięczam również niemal ciągły niepokój wewnętrzny, zagubienie, bardzo niską samoocenę i tendencję do stanów zbliżonych do depresji. Mimo, iż mam 26 lat, jestem w na prawdę udanym i spokojnym związku od 5lat, mam wewnętrzną niechęć do instytucji małżeństwa i ogromny strach przed założeniem własnej rodziny. Myślę że fakt iż zdecydowałam się na studia, a także poznanie mojego obecnego chłopaka to najlepsze co mnie w życiu mogło spotkać, przez ostatnie lata stałam się osobą wyciszoną i choć trochę spokojniejszą, a także dzieki nauce mogłam zrozumieć siebie, swoje postępowanie, a także to że postawa moich rodziców w całym moim dotychczasowym życiu była złe i nie jest to spowodowane moją winą. Uważam iż moi rodzice jeśli posiadają w sobie jeszcze jakieś resztki rozumu i ostatnie pokłady godności powinni zaprzestań działań sądowych na jednej sprawie, polecam zgłoszenie się do poradni psychologicznej lub małżeńskiej, chociaż moim zdaniem małżenstwa o tak wielkiej sile niszczącej nie da się już uratować, a nawet byłoby to nie wskazane. Polecam skierowanie się do instytucji mediatora sądowego, gdyż uważam że można rozwód przeprowadzić polubownie, i przysłowiowo się dogadać. Mam nadzieję że kiedyś moi rodzice zauważą że zniszczyli nie tylko swoje najpiękniejsza lata życia, swój związek a z małżeństwa uczynili kpinę, ale zniszczyli również moje wspomnienia z dzieciństwa i w pewnym stopniu moją osobowość. Gdyby nie fakt że obiecałam dziadziowi że zaopiekuje się pewnego dnia o dom rodzinny z chęcią wyprowadziłabym się nawet na Antarktydę i zamieszkała w iglo by nie mieć kontaktu z rodzicami i więcej w życiu nie słyszeć o ich problemach, nie płakać i nie rozczarowywać się po raz kolejny.



Komentarze:
22.09.2013, 17:02 :: 85.202.34.11

cosniehalo

Najważniejsze, że POTRAFIŁAŚ wstać na nogi. Jesteś silną kobietą, która potrafiła stworzyć i pielęgnować szczęśliwy związek..Nie uda się o tym wszystkim zapomnieć ale da się nie popełniać błędów rodziny..naprawdę się da..I ja w Ciebie wierzę..


dawna - kapuczino!:)
05.09.2012, 17:42 :: 31.174.0.150

suna

w porządku, nie zmuszaj się. nikt o zdrowych zmysłach nie chce mieć ze mną nic wspólnego. trzymaj się ciepło, bądź szczęśliwa i jak możesz, nie myśl o mnie źle.
26.08.2012, 16:23 :: 85.193.236.190

o

:*
16.08.2012, 18:34 :: ownlog.com

suna

Słuchaj, a jaki Ty masz ten nr gg? W sensie jeden z tych nowych, dłuższych, nieobsługiwanych przez starsze gg? Bo nie mam jednak w telefonie a na kompie te nowe mi nie odpala...
08.08.2012, 17:46 :: ownlog.com

suna

A wiesz co? Ja miałam kiedyś PlayGG i to był chyba inny numer, którego nie kasowałam tylko porzuciłam - jak zakładałam gg na komputerze to oczywiście nie mogłam sobie przypomnieć starego numeru. Zobaczę czy to działa i dam Ci znać...

/ELITA przyjacielska, co za trafna nazwa. Nie mogę wyjść z podziwu, że tacy ludzie są. Powroty są ogólnie trudne, ale jak są chęci z dwóch stron to czasem się udaje. A tu przyjeżdżasz i MUR... 0.o
06.08.2012, 18:54 :: ownlog.com

suna

Ech, nie mam już gg, było mi niepotrzebne i skasowałam. Kurczę... gdzie Ty jesteś? nabieram przekonania, że w jakimś innym świecie, albo pod ziemią chociaż. I w takim wypadku cieszę się, że chociaż te komentarze zdołałaś wystukać...
01.08.2012, 14:51 :: ownlog.com

suna

Dziękuję :) Ja też się do takich rzeczy przyzwyczajam, przywiązuję czy coś... Szczerze mówiąc, parę razy zaczynałam maila, ale nie chcę Cię dodatkowo denerwować. No właśnie... wyjechałaś tak nagle, przestraszyłam się aż - co tam u Ciebie?? Jak jest?
13.06.2012, 15:10 :: ownlog.com

suna

Widzę, że jest ciężko :( Mam nadzieję, że po rozprawie trochę Ci, no nie wiem... ulży?
A poza tym zapomniałam zapytać... dokąd uciekałaś jak byłaś jeszcze zupełnie mała?...

Ściskam, trzymam kciuki.
13.06.2012, 13:04 :: 178.214.6.13

stranger

Tak wiem, chyba powinnam się zgłosić na jakąś terapię.
ownlog.com :: Wróć